Przedstawiamy człowieka, który każdą wolną chwilę poświęcał na rozwijanie swej
pasji. Z czasem to, co robił tak mocno wkradło się w jego życie, że stało się jego
stylem bycia. Mamy nadzieję, że po przeczytaniu tego wywiadu z Waldemarem
Kastą jego fani utwierdzą się w tym, że warto podzielać jego poglądy i podejście
do życia. A tym, którzy po raz pierwszy natknęli się na tą barwną postać polskiej
sceny da powód do przemyśleń, kim tak naprawdę jesteśmy i dokąd tak naprawdę
zmierzamy.
Najpierw dynamiczny agresywny hip-hop, potem KSW, a teraz
SYNAPTINE - spokój duszy i opanowanie. Niesamowite zmiany, które można zauważyć w Twoim życiu.
   Dosyć istotną kwestią w życiu każdego mężczyzny jest fakt założenia rodziny.
Czuję się domorosłym filozofem, więc dużo myślę i się zastanawiam. Na pewno zmieniło mnie dziecko,
a raczej posiadanie dziecka. Nazwałbym to jakimś wkroczeniem w dorosłość. A jeśli chodzi o zmiany
związane z uduchowieniem i ze spokojem o których wspomniałeś, to jest to kwestia, która zależy tylko i
wyłącznie od świadomości, czyli zależy w jaki sposób rozwijasz się jako jednostka. Czy jesteś szczurem
w uprzęży, który produkuje poprzez dynamo prąd dla systemu, czy jesteś kimś kto kontestuje, refleksyjnie zapatruje się, ocenia i myśli? Ja jestem tą ostatnią grupą ludzi, oceniam, myślę, wyciągam wnioski, potem mówię sobie - co kończy dowód to się dokonuje i się już nie wraca. A próżność, ta hardość i twardość wynikała z postawy tego czasu buntu.
Czterdziestolatek nie może się tak samo buntować jak buntował się jako dziewiętnastoletni chłopak. W związku z tym, ja nie widzę żadnych przemian. Jest to konsekwencja życia, dostosowania się do środowiska, które wyznacza to, gdzie jesteś, kim jesteś  i co robisz. Wsłuchuję się w siebie jak w instrument, dowiaduję się kim jestem. I oto okazało się, że jestem muzykiem, a muzyk to nie do końca raper. Rap to tylko jedna z dróg w muzyce.
W związku z tym zacząłem poświęcać więcej czasu na rozumienie tego kim jestem, a nie tego co chciałbym zrobić. I to odmieniło wszystko. Pewnie dlatego dziś jest taka różnica pomiędzy tym, jeżeli ktoś to ocenia na podstawie suchych faktów. A jeżeli ktoś był bliżej to sytuacja jest oczywista, ja nie zmieniłem nic, to tylko ludzie się dziwią, że coś się zmieniło. Dla mnie nie zmieniło się nic, dalej robię w muzyce, mam trochę inną wrażliwość, zatem jest trochę inna muzyka, trochę inny wiek, zatem inne priorytety i na koniec prosta rzecz, nie ma już też próżności, jest więcej pokory. Życie gniecie nas, a na starość złamie jak patyk.
Natomiast mogę powiedzieć odpowiedź primo - a zazwyczaj używam długich, będziecie mieć co redagować (śmiech Waldka) - jak ktoś rozumie chronologię wydarzeń, to wie, że zajmowałem się muzyką przed rapem. Rap to było takie zachłyśnięcie się próżnością, tego że ktoś mi płacił za moje poglądy, za to że jestem wyszczekany, że mam niewyparzoną gębę.
Generalnie ktoś za to płacił przez lata. Ja z tego tytułu utrzymywałem siebie i inwestowałem w siebie, a ta inwestycja zwróciła mnie spokojniejszego jak zauważyłeś no i filozofa. Już mi nie zależy generalnie, żeby imponować ludziom tym co mówię, a raczej przekonywać ich do tego co wiem.
Śmigasz na rowerze, co sądzisz o kulturze jazdy kierowców i rowerzystów? Patrząc na Ciebie kawał byka jesteś, więc myślę, że przy kontakcie z Tobą auto mniejsze niż van raczej gorzej wyjdzie dla tej drugiej strony.

Absolutny brak zaufania. Codziennie jestem w stanie zabić pięć osób lub sam mogę zginąć trzy razy. Dla mnie jest to ryzyko, wychodząc na rower w betonowej dżungli zwanej miastem. Sześćdziesięcioletniej kobiecie poprzez zakłopotanie związane z tym, że ciągnie siatki z zakupami i nie popatrzyła jestem w stanie wybaczyć. Osiemdziesięcioletniemu mężczyźnie z objawami starczej demencji również mogę wybaczyć, że on nie do końca jest świadom tego, że ta czerwona kostka oznacza iż właśnie przekracza generalnie drogę rowerową, po której ktoś może jechać 35km/h rowerem. Natomiast spacerowiczom, kierowcom, matkom z dziećmi, które prowadzą wózki czerwonym traktem - mówię zdecydowane nie, pukam się w głowę. Oczywiście mam część tych rzeczy nagranych, kamera archiwizuje również to co ja powiedziałem do tych ludzi, no i staram się ich wychowywać generalnie. Ludzie nie mają wyobraźni, dzięki mojej szybkiej reakcji nie dochodzi do nieszczęścia. A kierowcy? Może podsumuje to tak, będąc kierowcą czy jeżdżąc rowerem musisz uważać na wszystkich innych nie zależnie od tego jak dobrze jeździsz.
(głośny śmiech wszystkich) Już pogiąłem kilka masek…  Przede wszystkim tak - kamera i archiwizacja, a więc to już zdradza moje nastawienie. Bez kamery nie jeżdżę, bo nikt się nie dowie kto mnie zabił.

Czyli brak zaufania do wszystkich?
Zapowiadasz walki KSW, przebywasz często w takich klimatach. Czy podoba Ci się to, co chłopaki prezentują na ringu? Czy zaraziłeś się w jakimś stopniu tego typu sportem, a może miałeś okazje próbować swoich sił?
Jest dokładnie odwrotnie, czyli znalazłem się tam w wyniku pasji, która jakby krążyła od dzieciaka wokół postaci takiej jak Bruce Lee.
Filmy i wzorce, które przychodziły do Polski z zachodu powodowały niemy zachwyt na ustach wszystkich młodych chłopaków na moim podwórku. W związku z tym, każdy był zarażony wizją, że można być niewielkich rozmiarów i mieć takie coś, że walisz między oczy i zwyciężasz.
Trenowałem różne sporty walki, wcześniej w zasadzie dla siebie, nigdy zawodowo, nawet nie amatorsko, ponieważ nie startowałem w żadnych zawodach i jakby zainteresowanie tym tematem zaprowadziło mnie do poznania środowisk i ludzi, którzy zajmują się tym na różnym poziomie rozumienia słowa walka.
To ci, którzy je robią, którzy je produkują, ci którzy w nich walczą, ci którzy ich przygotowują, ci którzy produkują odżywki dla nich itd. A jeżeli chodzi o walki w Polsce to naprawdę był to świetny pomysł.
Celem było konfrontować ze sobą poszczególne sztuki walki, bo właśnie tym jest rozwinięcie skrótu KSW, czyli konfrontacje sztuk walki. Ciekawiło nas czy amerykański futbolista pokona zapaśnika, czy zapaśnik będzie lepszy niż zawodnik amerykańskiego futbolu, czy karateka pokona boksera itd. To było świetnie wymyślone. Na początku nie byłem anonserem. Po prostu uczestniczyłem na poziomie produkcji, pomagałem swoim kolegom, którzy zawiązali pakt w zrobieniu tego projektu.
Potem z czasem dochodziły różne funkcje, a pośród nich również anonser. Był to pomysł Maćka Kawulskiego, a nie mój i to on powinien spijać śmietankę z tego wyboru. Dzisiaj ponoć jestem znanym polskim anonserem, ale ta decyzja należała do Maćka. Przyjąłem to. Oczywiście, nie sprawia mi to większego problemu, choć przyznaje jestem trochę stremowany.
Ale jaka jest różnica, czy mówię teraz do was czy do wszystkich czytelników waszej strony? Jaka jest różnica, że mówię do sześćdziesięciu tysięcy fanów na stadionie i do ludzi ze stu sześćdziesięciu państw za stadionem? Generalnie ważne jest to co mówisz.
A czy lubisz dziką naturę? Co sądzisz o takich projektach jak nasz? Trochę się tutaj chwalimy:
,,POLAND WILD RIVER X1,, Pokazujemy fajne miejsca, te które są w koło nas. Nie sądzisz, że ludzie jakby zapomnieli, że w Polsce też mamy piękne krajobrazy, ciekawe miejsca?
Odpowiem trochę jak filozof, bo nie był bym sobą. W dzisiejszej dobie natłoku informacji i dostępności do mediów, Internetu, telewizji, ludziom na każdym kroku dawkowana jest pigułka o dzikich krajach, pięknych krajobrazach. Wmawia nam się, że coś, co jest daleko na pewno jest ładniejsze, ciekawsze. Niestety często przyjmujemy to za fakt, tylko dlatego, że nie mamy możliwości tego zweryfikowania, porównania będąc tam osobiście. Zawierzamy ślepo ocenie i opinii innych. Ale czy mamy pewność, że ta ocena jest wiarygodna? Czy tylko usłyszeliśmy, zobaczyliśmy wyidealizowany opis i obraz? Ubolewać należałoby tylko nad jedną sprawą, ale jakże ważną. W tych wszystkich informacjach o dzikich pięknych i niedostępnych miejscach zapomniano jakby o Polsce. Zachwycamy się lasami tropikalnymi, a nie dociera do nas, że mamy równie piękne i tajemnicze lasy i puszcze. Zauroczeni jesteśmy zacisznymi miejscami nietkniętymi przez cywilizację, a nie zauważamy takich miejsc u nas. Sprawa jest prosta, jeżeli o czymś się nie mówi, nie pokazuje w telewizji, bądź nie pisze o tym w gazecie, to tego nie ma. Tak właśnie dzisiaj funkcjonuje świat. Odpowiadając na wasze pytanie: według mnie bardzo dobry pomysł. Można by rzec krótko ,, Cudze chwalicie, a swego nie znacie,,.
Waldek robisz bardzo wiele rzeczy, czy nie brakuje Ci czasu na to wszystko?
Mówi się wszystko i nic (uśmiech) wbrew pozorom wcale dużo nie robię, pracuję głosem i nie ważne, czy jestem muzykiem, anonserem, prezenterem, spikerem, konferansjerem, otwieraczem, to jest wciąż głos. Oczywiście w przypadku anonsera ktoś jeszcze powie, że pewnie nie bagatelną zaletą jest moja postawność i w ten sposób aparycja potwierdza predyspozycje, czyli jak bym był mały, chudy to nie miałbym takiego głosu i nie pracowałbym przy walkach. Tego nie wiem. Znam ludzi o bogatym radiowym glosie, którzy nie mają sylwetki fightera absolutnie, w związku z tym, chyba to nie byłaby prawda. Dla mnie nie zmienia się nic, pracuję głosem, a czy jest to show biznes, czy moja własna muzyka, którą próbuję do kogoś dotrzeć, to nie jest filozoficznym tematem naszych rozpatrywań. A wiec tych odnóg mojej pracy wydaje się być dużo, ale wychodzą one z jednego korzenia, a jest nim nic więcej jak użyczanie głosu.
Obserwując Ciebie, jako osobę medialną, to można odnieść wrażenie, że jest Cię wszędzie pełno. Jest muzyka RAP, KSW, teraz początki nowego zespołu SYNAPTINE, organizowałeś otwarcie Mistrzostwa Świata w siatkówkę… Widzę, że żadnej pracy się nie boisz. Nie chcę użyć określenia kobieta PRL-u… ale…
(śmiech)
Kwiatkowska generalnie, „jestem kobietą pracującą, żadnej pracy się nie boję”
Dokładnie tak to widzę.
Ja powiem tak, w dzisiejszych czasach, każdy dorosły mężczyzna mieszkający w tej szerokości geograficznej rozumie skąd to się bierze i tłumaczenie tego wydaje się być zbędne. Dzisiaj każdy facet musi być pięcioma facetami na raz, żeby utrzymać rodzinę, to takie proste. Gdyby wystarczyło mi tylko jedno zajęcie, generalnie chętnie robiłbym tylko jedno.
Podróżujesz po świecie, dalej, bliżej, ale podróżujesz. Powiedz nam, czy masz okazje odwiedzać jakieś oceanaria?
Odwiedzać to niefortunnie użyte słowo, bo to oznacza, że robię to po wielokroć i do tego wracam. Natomiast rzeczywiście był czas, w którym podróżując i widząc tego rodzaju inicjatywę, nie omijało się ich. Chciało się zobaczyć tego delfina, czy tą orkę i rzeczywiście - tak, bywałem. Ale od dłuższego czasu nie byłem w żadnym oceanarium, natomiast przez przypadek pamiętam jak to było wcześniej. Orkę i delfina wciąż pamiętam.
Za pewne orka i delfin też pamiętają Ciebie (śmiech).
Pewnie nie, byłem jednym z wielu obryzganych na trybunach, mogę powiedzieć, że dziś powstaje tego dużo i to jest piękne. Dzisiaj generalnie świat zmalał, można go oglądać na szklanym ekranie. Kiedyś trzeba było sobie go wyobrażać, czytając książki, latając palcem po globusie. Dzisiaj możemy się tam dostać wirtualnie, sprawdzić po współrzędnych w Google map. Bardziej mi imponuje to, w jaki sposób konstrukcyjnie się to dzisiaj odbywa, na zasadzie architektury, ponieważ to już nie tylko programy w telewizji, które udowadniają, że są ludzie, którzy dostosowują potrzeby akwarystów do różnych wnętrz i różnych styli. To jednak teraz są oceanaria, które powstają w ten popularny sposób. Idzie się tunelem, w którym możesz skupić się na obserwowaniu podwodnego świata nad twoją głową. Niebywała rzecz, piękna sprawa.
Mocno działasz we Wrocławiu, pomagasz młodym zdolnym, czyli dzięki takim ludziom jak Ty, Wrocław i Dolny Śląsk zyskuje sporo młodych talentów.
Miło słyszeć naprawdę, natomiast ja nie zrobiłem niczego wielkiego. Podzieliłem się sprzętem swoim i swoich kolegów, którzy są takimi samymi pasjonatami muzyki jak ja. Zbieraliśmy je latami, aby móc robić własne rzeczy.
Naturalną koleją rzeczy było podzielenie się nim z innymi. Można na tym zarabiać, a można się tym podzielić. Jedyna różnica pomiędzy mną a domami kultury, które w latach 90-tych ja wizytowałem jako młody twórca, szukając jakiejś pomocy jest taka, że tamte domy kultury dawały tylko prąd. Jestem o tyle lepszy i o tyle bardziej zasłużony, że daję im coś więcej niż tylko prąd.
Na dobrą sprawę nie robię nic wielkiego. To ich ochota, ich pasja musi doprowadzić ich tutaj, żeby coś zrobili. A przyszłość muzyka jest niepełna, niepewna. A dlaczego niepełna?
Dlatego, że nawet wtedy, kiedy osiągnie swój sukces - a prawdopodobnie nie znam ludzi, którzy w jakiś znaczący sposób udowadniali, że są zadowoleni - to uczucie niespełnienia generalnie towarzyszy twórcy do końca.
Oczywiście są instytucje, które nam pomagają i gdyby nie pewna odwilż w mieście, mówię o władzach, a dotyczy to 2016 roku czyli miasto Wrocław Stolicą Kultury Europejskiej, gdzie moja działalność wpisuje się w to, że tego typu postawy trzeba promować. Do tego należy dodać mojego prezesa czyli człowieka, który jest zarządzającym tym budynkiem.
A jest to stowarzyszenie ,,TRATWA,, czyli stowarzyszenie do spraw katastrof i klęsk żywiołowych. Oni użyczają mi pomieszczeń w tym budynku. Jest  to kolejna uprzejmość kolejnej instytucji, żebym ja mógł robić kolejną uprzejmość kolejnym ludziom. W związku z tym, to nie tylko moja zasługa.
Ale czy nie ma takiego odzewu od młodych artystów, że jednak użyczyć sprzęt od WALDEMARA KASTY to nie to samo co od znajomego z bloku? Czy to nie daje im takiego kopniaka energetycznego, że jednak jakakolwiek współpraca tutaj jest dla nich bardziej mobilizująca?
To możliwe i bardzo ciekawe pytanie, ale to już nie zajmuje ciebie jako filozofa. Bo niby dlaczego? Nie jest dla mnie wartością, że ktoś znajduje tą wartość w tym geście ode mnie, tak. Bo inaczej byłbym narcyzem bałwochwalcą i chodziłoby tylko o to, żeby oni tak dobrze mówili. Waldemar Kasta nie zrobi za nich dobrej muzyki.
Ale czy nie odczuwasz tego rozmawiając gdzieś tam z nimi później?
Wiesz co, odczuwam. My jesteśmy istotami próżnymi i generalnie, gdybym mógł rozmawiać w tym samym czasie z dziennikarzami, którzy na co dzień robią wywiady z Robertem De Niro to pewnie wybrałbym ich jako dziennikarzy. Wiecie dlaczego? Bo jakby rośnie ten rodzaj prestiżu. I to nie chodzi o to, że nie traktuje was na równi z tamtymi ludźmi, ale niby więcej by mi to dało. Nie wiem czy dla innych ludzi ja jestem wystarczającą jakby postacią, żeby oni w ten sposób to czuli, ale jeżeli tak, to bardzo mi miło.
Powiedz jak zaczynałeś przygodę z muzyką? Też kiedyś miałeś 18 lat tak jak dzisiejsza młodzież, tylko trochę różnią się czasy i możliwości. Czy dzisiaj młodzi ludzie mają tyle samo zapału co Wy mieliście żeby stworzyć tą muzykę? Patrząc na to co dzisiaj można zrobić i do czego ma dostęp każdy z nas i porównując to do tamtych czasów, to różnica jest spora. Dzisiaj powinno być łatwiej osiągnąć sukces?
Ja mam ciekawe obserwacje jako filozof. Uważam, że jest zgoła odwrotnie, ponieważ łapać pasję w czasach, w których coś bądź ktoś cię ciemięży jest zdecydowanie trudniej, kiedy czasy są wolne masz mnogość w wybieraniu pasji. Dzisiaj dostęp do zainteresowań jest zdecydowanie lepszy, tylko młodzi ludzie są rozstrzeleni pomiędzy miliony informacji, które mogą ich pociągnąć w różne strony. Czasem wskażą prawidłowy kierunek, a czasem wyprowadzą w pole. Kiedyś było tego o wiele mniej. Albo dobrze wspinałeś się na drzewa, albo sprawniej przeskakiwałeś rowy. Ewentualnie mogłeś zaimponować dziewczynie, że tak jak i ona również jesteś dobry w gumę (tutaj gromki śmiech rozmówców). No zagrajmy w otwarte karty panowie. Jesteście akurat w tym samym wieku, więc wiemy co mówimy, tak? Kiedyś nie było playstation, komputerów.
To jest ta pierwsza część odpowiedzi a druga? Ta skrajność, jak ja uwielbiam popadać w te skrajności. Pasję dzisiaj łatwiej złapać, ale uwaga - SUKCES OSIĄGNĄĆ TRUDNIEJ. W tej lawinie, natłoku tylu ciekawych ludzi, barwnych postaci, dostępu do ich filmików, kanałów, blogów i tego wszystkiego ten pęd jednostki tego indywidualizmu do tego, żeby być dostrzeżonym jest zasadniczo ograniczony ilością tychże materiałów. W związku z tym zrobić karierę dzisiaj jest trudniej, dlatego że Waldków Kasta w bloku jest teraz siedmiu. Kiedyś to się pokazywało palcami, patrz to ten co to robi.
Kogo chcesz dziś pokazać palcem generalnie, że to robi? Oni to robią. Kiedyś raperów w Polsce było 150-ciu w całym kraju, więc łatwo było wyłonić 15-tu najlepszych, którzy byli prężni bądź oryginalni, tak żeby można ich dostrzec. Dzisiaj moje poglądy dzieli 5 milionów młodych ludzi wychowanych w tym duchu uzdolnionych Hip-Hopowców. Z tych 5 milionów jest około 500 tysięcy zespołów, a w tych zespołach jest 6 tysięcy raperów, których trzeba generalnie sprawdzić kto jest wart uwagi. A więc musisz mieć czas żeby ich znaleźć. Podsumowując - Pasję można złapać dużo łatwiej, ale wyszlifować ją na diament jest bardzo trudne.
Co sądzisz o nowych technologiach, które są dziś dostępne w muzyce, jak i również w szeroko rozumianej akwarystyce? Czy wykorzystywanie dziś dostępnej techniki cyfrowej neguje w jakiś sposób twórczość, talent, zdolności muzyków, akwarystów i nie tylko?
Wiesz, świat to progres, dziś już twoja podeszwa trzyma się lepiej parkietu niż piętnaście lat temu jeżeli grasz w koszykówkę, lepszy naciąg masz w rakiecie kiedy grasz w tenisa, zatem masz inne instrumenty, masz dużo więcej wtyczek, sampli, efektów jeśli jesteś muzykiem.
Dzisiaj ktoś daje mi komputerowe instrumenty, które robią z gitary pianino i jak mogę to wykorzystać to to wykorzystuję. Nie zastanawiam się, czy moja muzyka jest przez to uboższa, bo korzystam z czegoś, co jako młody człowiek negowałem, bo nie było to dla mnie dostępne. Dzisiaj można uzyskać szereg nowych efektów, których nie zrobi analogowy sprzęt i jeżeli wykorzystujesz to jako palety możliwości to masz prawo to robić, a nam fanom pozostaje tylko ocenianie tego co ktoś zrobił. Ale trzeba się zastanowić, co byś zrobił ty na jego miejscu gdybyś musiał wydać dziesiątą płytę i od dwudziestu pięciu lat był znany szerokiej publiczności. No coś byś zmienił. Chociażby z tego powodu, że nie jesteś już w tym samym miejscu, tylko tyle.
A jeśli chodzi o akwarystykę, nie jestem fachowcem, ale nie zapominajmy, że w akwariach trzymamy piękne ryby, korale, rośliny, które są od nas zależne. I teraz jeśli masz dostępność, aby sprzęt który podtrzymuje ten ekosystem był z najwyższej półki na jaką możesz sobie pozwolić, to taki powinien on być.
To takie proste, ale ludzie się nad tym nie zastanawiają. Ale gdy myślisz w ten sposób, zmienia się generalnie wszystko, nawet twoje spojrzenie na akwarystykę, muzykę i nie tylko. To jest oczywisty fakt co kończy dowód.
A co lubisz robić? Co pozwala zapomnieć Ci o troskach dnia codziennego?
Tylko muzyka. To jest to, co mnie naprawdę odpręża.
Z czym kojarzy Ci się akwarystyka? Jak postrzegasz ludzi, którzy się tym zajmują?
Ze spokojem. Kojarzy mi się z takim przekonaniem, że wpatruję się w dobrze zrobione akwarium, to prawie zawsze jest taką ostoją spokoju. Czyli myślę, że ma takie działanie kojące i nie może mieć w ogóle innego. Usypia mnie i sprawia, że czuję się spokojny. Nie jestem zapalonym akwarystą, chociaż miałem akwarium. Przyznaję się miewałem różne rybki. Teraz mam znajomych, którzy dalej się tym zajmują. Akwarystyka na poziomie kojarzy mi się z wysublimowanym gustem muzycznym dystyngowanego pana, który wlewa do szklanki dobrą wieloletnią whisky, odpala do tego kubańskie cygaro i mówi - oto mam teraz chwilę relaksu, patrzę nie w telewizor, ale na swoje ryby. Tak mi się kojarzy, dokładnie tak.
Słyszałeś pewnie, że we wrocławskim ZOO następują niesamowite zmiany. Wybudowano oceanarium, odrarium. Powiedz czy planujesz wizytę rodzinną w ogrodzie zoologicznym?
Moja rodzinka już była. Ja niestety nie mogłem, ponieważ miałem wówczas wyjazd. Ale oczywiście przy najbliższej okazji nadrobię zaległości. Tym bardziej, że teraz po tych zmianach to będzie zupełnie coś nowego.
Dziękujemy serdecznie za rozmowę Waldemarowi Kaście.

Wszyscy, którzy będą podziwiali podwodny świat we wrocławskim ZOO powinni być czujni.
Nigdy nie wiadomo, kiedy koło Was przemknie REKIN polskiego RAPu Waldemar Kasta.
ATNa
15.10.2014r
ATNa
Odwiedzamy piękne i ciekawe miejsca. Spotykamy interesujących ludzi.
Dostrzegamy piękno natury...
Chcemy ją poznać, zobaczyć z bliska...
Technika pomocna w utrzymaniu zamknietego eko-systemu  w  akwarium.
Uczymy się i gromadzimy wiedzę...